AktualnościFederacja
Dwa brązowe medale biało-czerwonych w AMŚ w futsalu!
Doskonale spisały się zarówno polskie futsalistki, jak i futsaliści ostatniego dnia Akademickich Mistrzostw Świata w futsalu, które odbywały się w Warszawie i Pruszkowie. Obie nasze ekipy wygrały wtorkowe mecze o brązowe medale i mogą cieszyć się z wywalczonych krążków przed własną publicznością! – Kiedy wybrzmiała ostatnia syrena, aż przeszły mnie ciarki. Jesteśmy trzecie na świecie – cieszy się Zuzanna Maronde, jedna z naszych zawodniczek.
Akademickie Mistrzostwa Świata były naprawdę wymagającym turniejem z powodu napiętego terminarza. Każda z ekip chciała zaprezentować się jak najlepiej i nie inaczej było w przypadku Akademickiej Reprezentacji Polski. Przypomnijmy, że zarówno nasze panie, jak i panowie uzyskali awans do meczu o brązowe medale. W półfinale obie nasze ekipy uległy znacznie lepszym studentom z Brazylii, ale wciąż miały coś do wygrania.
Jako pierwsze na boisko wybiegły biało-czerwone futsalistki. Do tej pory bolączką Polek było słabe wejście w mecz, jednak w spotkaniu z Niemkami wiedziały, że od początku do końca muszą zachować koncentrację. Wszystko po to, by wywalczyć medal przed własną publicznością. I faktycznie, zespół prowadzony przez trenera Wojciecha Weissa grał skupiony, a to przełożyło się na bramkę. W dziewiątej minucie na listę strzelczyń wpisała się Weronika Górecka i pierwsza odsłona zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem.
Jednobramkowa zaliczka to niewiele, dlatego Akademicka Reprezentacja Polski chciała podwyższyć prowadzenie i sztuka ta udała się Mai Fal. Biało-czerwone od 35. minuty wygrywały już 2:0. Co więcej, nie oddały już wyniku do końca spotkania i wywalczyły brązowy medal Akademickich Mistrzostw Świata.
– Najważniejsze, że dopisałyśmy do swojego dorobku zwycięstwo. To nie był łatwy mecz, bo Niemki postawiły nam trudne warunki. Kluczowa okazała się pierwsza bramka, która otworzyła spotkanie. Dała nam dużo pewności siebie i dodatkowo podbudowała cały zespół – mówi jej autorka, czyli Weronika Górecka. – Teraz możemy już cieszyć się z brązowych medali. Oczywiście marzyłyśmy o grze o złoto, ale brąz na takiej imprezie to również ogromny sukces. Przed turniejem nie byliśmy pewne, że zajdziemy tak daleko, ale od początku walczyłyśmy o coś więcej niż tylko wyjście z grupy. Chcieliśmy rywalizować z najlepszymi i walczyć o medale. To się udało, dlatego jesteśmy z siebie naprawdę dumne. Za chwilę wracamy już do klubowej rzeczywistości. Niedługo rozpoczniemy przygotowania do nowego sezonu Ekstraligi. W naszym przypadku startują one bardzo wcześnie, bo już za tydzień lub dwa. Teraz będzie więc chwila na regenerację, a później znów wracamy na pełne obroty. Jeśli tylko będzie taka możliwość, zostaniemy jeszcze na miejscu, żeby wspierać naszych kolegów z reprezentacji. Mocno wierzymy, że oni również wywalczą brązowy medal i że wszyscy razem będziemy mogli cieszyć się z kolejnego sukcesu Polski –powiedziała.

Również Zuzanna Maronde podkreśla, że trzecie miejsce w Akademickich Mistrzostwach Świata to niesamowite uczucie. – Kiedy wybrzmiała ostatnia syrena, aż przeszły mnie ciarki. Czekałyśmy na ten moment przez cały turniej i ogromnie się cieszymy, że zakończył się właśnie w taki sposób. Od początku miałyśmy ten mecz pod kontrolą, co bardzo nas cieszy. Wyszłyśmy na boisko z pełną determinacją, zrealizowałyśmy założenia i pokazałyśmy, że potrafimy odpowiednio zareagować po porażce w półfinale. Nie rozpamiętywałyśmy tego, co się wydarzyło dzień wcześniej. Gdy tylko skończył się półfinał, skupiłyśmy się na kolejnym meczu i na tym, co jeszcze możemy osiągnąć. To była właściwa decyzja. Powtórzyłyśmy sukces sprzed czterech lat i ponownie zdobyłyśmy brązowy medal. Pokazałyśmy, że potrafimy grać w futsal na najwyższym poziomie. Jesteśmy w pierwszej trójce najlepszych akademickich reprezentacji świata i to historyczny wynik, z którego możemy być bardzo dumne – mówi.
Większość brązowych medalistek oczywiście została w Pruszkowie, by wspierać męską reprezentację, która o brązowy medal AMŚ grała z Czechami. Nasi zawodnicy wiedzieli, czego się spodziewać, bowiem z naszymi południowymi sąsiadami grali już w fazie grupowej i pokonali ich 2:1. Mecz o stawkę to jednak zupełnie inne rozdanie i widać to było na boisku. Przez całe spotkanie było dużo siłowej gry, ale brakowało najważniejszego, czyli bramek. I faktycznie, w regulaminowym czasie mieliśmy 0:0, a to oznaczało, że o losach brązowego medalu zadecydują rzuty karne. Co ciekawe, to Czesi w nich prowadzili, ale spudłowali, a Bartłomiej Twarkowski zdobył decydujące trafienie na 5:4.
– To był bardzo ciężki mecz. Wiedzieliśmy, że Czechy to wymagający rywal, bo mieliśmy już okazję zmierzyć się z nimi w fazie grupowej. Uważam jednak, że z perspektywy całego spotkania byliśmy lepszym zespołem. To my prowadziliśmy grę i stwarzaliśmy więcej sytuacji, choć momentami można było odnieść wrażenie, że bramka rywali jest zaczarowana. O zwycięstwie zadecydowały rzuty karne. Jedni mówią, że to loteria, inni, że decydują umiejętności. Na pewno ogromnie pomógł nam Paweł, który świetnie spisał się w bramce. My również wykonywaliśmy swoje jedenastki bardzo dobrze. Był moment zawahania, ale potrafiliśmy go przezwyciężyć i ostatecznie wygraliśmy. Teraz możemy już cieszyć się z brązowego medalu. To dla nas ogromny sukces i wielka nagroda za cały turniej – mówi Twarkowski.
Trener Piotr Wysoczański zwraca uwagę, że było to bardzo emocjonujące spotkanie i spodziewał się, że o zwycięstwie może zadecydować nawet jedna bramka. – Mimo że mieliśmy optyczną przewagę i częściej prowadziliśmy grę, futsal jest specyficzną dyscypliną, bo jedna akcja może przesądzić o wyniku. Ostatecznie w regulaminowym czasie gry żadna nie padła – mówi szkoleniowiec. – Na szczęście nie straciliśmy gola, choć z drugiej strony sami również nie potrafiliśmy zdobyć bramki. O wszystkim zdecydowały więc rzuty karne, które po raz kolejny ułożyły się po naszej myśli. Zawsze wierzymy. Jako trener nie mogę zwątpić w swoich zawodników, nawet w najtrudniejszym momencie. Zawsze wierzę, że obronimy, że strzelimy i że wygramy. Oczywiście nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, ale wiara to fundament zarówno sportowca, jak i trenera. Od początku powtarzam zawodnikom, że to oni są najważniejsi. To oni są głównymi bohaterami i artystami tego widowiska, a my jako sztab staramy się jedynie im pomóc. Można powiedzieć, że trener jest jak dyrygent, czyli prowadzi zespół, ale to zawodnicy muszą wyjść na scenę i zagrać swój koncert.
Ostatecznie Akademicka Reprezentacja Polski kończy turniej z dwoma brązowymi medalami, co jest bardzo dużym sukcesem. – Chłopcy naprawdę dźwignęli ten ciężar. Zostawili na boisku serce, realizowali założenia i wykonywali wszystko, o czym rozmawialiśmy przed meczem. To przede wszystkim ich sukces. Jednocześnie przez cały turniej tworzyliśmy jeden wielki zespół razem z reprezentacją kobiet. Wspieraliśmy się nawzajem i wszyscy wspólnie dążyliśmy do tego, żeby osiągnąć ten sukces – kończy Wysoczański.
W finale turnieju kobiet tak jak dwa lata temu górą była Brazylia wygrywając z Portugalią. Wysoka stawka finału od początku spotkania wpływała na styl gry obu reprezentacji. Zarówno Brazylijki, jak i Portugalki skupiały się przede wszystkim na dobrej organizacji w obronie, unikając ryzyka i pozostawiając rywalkom niewiele miejsca do stwarzania sytuacji bramkowych. W efekcie do przerwy w meczu o złoty medal utrzymywał się bezbramkowy remis.
W czwartej minucie drugiej połowy wynik spotkania otworzyły Brazylijki. Bramkę zdobyła Eveli Calou. Zespół Brazylii poszedł za ciosem i niespełna minutę później podwyższył prowadzenie na 2:0. Tym razem na listę strzelczyń wpisała się Hydren Vitoria Borges De Souza. Portugalki nie zamierzały się jednak poddawać i walczyły o zdobycie gola kontaktowego, lecz brakowało im skuteczności, a w bramce Brazylijek świetnie spisywała się Sinara Vivian. Mecze o taką stawkę nie wybaczają błędów i nie inaczej było tym razem. Po indywidualnym błędzie rywalek i golu samobójczym Brazylia prowadziła już 3:0. Stało się jasne, że ponownie sięgnie po złoty medal Akademickich Mistrzostw Świata w futsalu.
Również w finale turnieju mężczyzn w finale spotkały się drużyny Brazylii i Portugalii. W fazie grupowej ich mecz zakończył się remisem 1:1. Teraz wszyscy też czekali wielkie na emocje od pierwszej minuty. Mecz lepiej rozpoczęli Canarinhos, którzy po bramkach z kontrataku wyszli na prowadzenie. Najpierw na 1:0 trafił Toninho, a po kilku minutach na 2:0 podwyższył Wellington. W 9 minucie gdy bramkę na 1:2 zdobył Aquiar Lourenco. Taki wynik nie utrzymywał się jednak długo, bo po golu samobójczym znów prowadziła Brazylia. Na przerwę ekipy schodziły przy stanie 3:1. Czwartego gola chyba nikt się nie spodziewał, bo wynik pierwszej połowy ustalił bramkarz ekipy Canarinhos Joao Vitor Koji Lamber - strzałem przez całe boisko.
Druga partia rozpoczęła się od gola na 2:4 zdobytego po kontrze przez Davida Gitte. Szybko jednak kolejne dwa gole zdobyła Brazylia za sprawą Nathan Vieira Moraes da Luz i było już 6:2. To nie był strzeleckich popisów z obu stron, bo grę z wycofanym bramkarzem wykorzystała Portugalia i strzelała na 6:3 za sprawą Tiago Rodriguesa. To nie było koniec wymiany akcji i bramek. W pewnym momencie na zegarze świeltnym był już wynik 7:5, ale na środku boiska piłkę przejął Wellington i podał do Victora Hugo Gomesa Oliviery, który z bliska trafił do pustej bramki ustanawiając wynik na 8:5.