RozgrywkiTotolotek Puchar PolskiAktualnościRaków w półfinale, Legia pokonana!  Powrót

AktualnościRozgrywki - Puchar Polski

Raków w półfinale, Legia pokonana!

 13 / 03 / 19 Autor: PZPN
Raków w półfinale, Legia pokonana!

- Sen Rakowa trwa, sen się spełnia - krzyczał uradowany spiker po ostatnim gwizdku spotkania, 120 minutach walki, ogromnego wysiłku dwóch mocnych drużyn. W Częstochowie nikt po środowym meczu łatwo nie zaśnie, bo Raków awansował do półfinału Totolotek Pucharu Polski, pokonując obrońcę tytułu, Legię Warszawa, 2:1.


Znakomitym podsumowaniem pierwszej połowy była jej ostatnia akcja: stały fragment gry pod polem karnym Legii, wszystkie najwyższe wieże Rakowa w polu karnym gości, rozegranie i… sześciu zawodników nie podniosło się z murawy, a piłkę w rękach miał Radosław Majecki. Więcej było przed przerwą zderzeń, niż zdarzeń.

Zaczęło się jednak obiecująco, ponieważ Raków od razu przejął inicjatywę i piłkę. W swoim stylu piłkarze Marka Papszuna dyktowali tempo, uspokajając przeciwnika kilkoma podaniami z tyłu i zaskakując go dalekim zagraniem na przeciwległą stronę. Najpierw okazję po takiej akcji miał Patryk Kun, a gdy piłka poleciała w czwartej minucie do Piotra Malinowskiego, to wahadłowy minął Adama Hlouska i strzelił tak, że również Radosław Majecki nic nie poradził – futbolówka odbiła się od pleców bramkarza i wpadła do bramki.

To było otwarcie prosto ze scenariusza, który w Częstochowie już widzieli jesienią, gdy na kameralny, wyjęty z poprzedniej epoki stadion przyjechał Lech Poznań i również dał się zaskoczyć. Tak wyglądała długimi fragmentami Legia: rozgrywając w poprzek, nie odnajdując miejsca, a w najlepszym wypadku dając się złapać na pozycję spaloną bliżej bramki gospodarzy. Pierwszy strzał obrońców tytułu to bardzo niecelne uderzenie Kaspera Hamalainena w 22 minucie spotkania.

Może ten komfort uśpił piłkarzy Rakowa, bo z biegiem czasu oni popełniali błędy proste, które jeszcze nie kosztowały ich wiele, ale napędzały legionistów. Napędzały do wyższego pressingu, z czego skorzystał Hamalainen, gdy przy przyjęciu piłki pomyłkę zaliczył Arkadiusz Kasperkiewicz. Fin po przechwycie jeszcze podał do Michała Kucharczyka, a ten w sytuacji sam na sam z Jakubem Szumskim się nie pomylił.

– Spokojnie! Żyjemy! – krzyczał zza linii bocznej Marek Papszun, szkoleniowiec gospodarzy. Faktycznie, jak na starcie lidera pierwszej ligi z faworytem Ekstraklasy nie widać było różnicy klasy rozgrywkowej. Gospodarze zmuszali gości do fauli, samemu szukając szczęścia po stałych fragmentach, które są mocną stroną Rakowa. Najwięcej spokoju w tych sytuacjach utrzymywał jednak Majecki, trzymając się linii i wyłapując piłkę przy każdym zamieszaniu.

Pierwsza połowa zakończyła się remisem, ale z przewagą Rakowa, który częściej bywał w polu karnym Legii, niż przyjmował gości w swojej strefie obrony. Symbolem bezradności stołecznej drużyny była zmiana, której Ricardo Sa Pinto dokonał już w przerwie: bezproduktywny Dominik Nagy ustąpił miejsca Carlitosowi.

To był kluczowy impuls dla gości, którzy po prostu zaczęli grać zdecydowanie lepiej. Carlitos z miejsca zaczął swoim ruchem i umiejętnościami sprawiać obrońcom sporo problemów, a do tej pory niewidoczny Iuri Medeiros sprawdził czujność Szumskiego.

Druga część meczu to już wymiana lepszych fragmentów: raz na fali była Legia, raz Raków, choć to goście mogli objąć prowadzenie. Bliscy byli po godzinie gry, gdy Kasperkiewicz przy dośrodkowaniu źle trafił piłkę i ratować gospodarzy musiał Szumski. Jednak tak naprawdę emocje w końcówce podniosły dopiero dwa zdarzenia, które sędziego Jarosława Przybyła zmusiły do sprawdzenia ich w VAR – ale bez rzutu karnego dla Rakowa.

W dogrywce inicjatywa należała do Legii. Już po kilkudziesięciu sekundach Carlitos miał swoją okazję, ale nie trafił w bramkę z kilkunastu metrów i zza zasłony z dwóch obrońców Rakowa. W jedynej próbie odpowiedzi głową uderzał Petrasek, ale bez problemów interweniował Majecki. Im dłużej trwała męcząca zawodników dogrywka, tym bardziej było oczywiste, że wystarczy jeden cios, by zagwarantować sobie awans przed rzutami karnymi.

I ten moment nadszedł w 112 minucie: jak zwykle przy stałych fragmentach na połowie rywali Raków szukał dośrodkowania, tak tym razem rozegrał atak krótko, bezpiecznie i… efektywnie. Zgubił tym samym czujność całej defensywy Legii, która – gdy piłka już została dośrodkowana – nie kontrolowała Andrzeja Niewulisa. Jedna z najgroźniejszych broń Rakowa w takich sytuacjach nie zawiodła: stoper pewnie skierował piłkę do siatki i cztery tysiące fanów oszalało. Sensacja, awans i kolejne marzenia w tym kapitalnym sezonie ekipy Marka Papszuna nadal należały do nich.

Raków Częstochowa –  Legia Warszawa 2:1 (1:1, 1:1) pd.

Bramki: Radosław Majecki 4 (s), Andrzej Niewulis 112 – Michał Kucharczyk 30

Raków: 29. Jakub Szumski – 2. Tomas Petrasek, 6. Andrzej Niewulis, 28. Arkadiusz Kasperkiewicz – 13. Piotr Malinowski (117, 26. Łukasz Góra), 17. Petr Schwarz, 10. Igor Sapała, 20. Mateusz Zachara (58, 30. Miłosz Szczepański), 19. Marcin Listkowski (85, 27. Daniel Bartl), 23. Patryk Kun – 96. Sebastian Musiolik (95, 45. Patrick Friday Eze)

Legia: 30. Radosław Majecki – 41. Paweł Stolarski, 44. William Remy, 55. Artur Jędrzejczyk, 14. Adam Hlousek – 45. Iuri Medeiros (75, 23. Salvador Agra), 26. Cafu, 7. Domagoj Antolić, 22. Kasper Hamalainen (82, 99. Sandro Kulenović), 21. Dominik Nagy (46, 27. Carlitos) – 18. Michał Kucharczyk (110, 50. Mateusz Praszelik)

Żółte kartki: Schwarz, Kun – Cafu, Jędrzejczyk, Carlitos

Czerwona kartka: Cafu (za drugą żółtą)

Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Regulamin Newslettera
pobieranie strony...
Newsletter - zapisz się!
regulamin
Zapisz się
Wideo